Sekretariat: 91 48 41 559

Szkoła Podstawowa nr 47 w Szczecinie im. Kornela Makuszyńskiego

Historia szkoły

50 LAT SZKOŁY PODSTAWOWEJ NR 47 W SZCZECINIE

budynek_szkoly

 

WSTĘP

W Anglii oświatowcy powiadają, że pierwsze stulecie służy kształtowaniu wizerunku szkoły, drugie sprzyja budowaniu jakości, tradycji i rytuału, a dopiero potem można mówić o marce placówki i jej znaczeniu w całym systemie oświaty. Są i w Polsce znamienite przybytki edukacyjne legitymujące się kilkusetletnią, tylko czasem przerywaną wojnami, historią. Polskie szkoły w Szczecinie mogą się dziś poszczycić maksimum sześćdziesięcioleciem, a zatem złoty jubileusz istnienia wart jest świętowania i odrobiny zachodu. Tym bardziej, że Szkoła Podstawowa nr 47 imienia Kornela Makuszyńskiego w Szczecinie niejako dziedziczy dzięki swemu budynkowi przedwojenną tradycję edukacyjną. Tu bowiem mieścił się dom dla dziewcząt ówczesnego, niezwykle nowatorsko prowadzonego, zakładu dla niewidomych.
Druga wojna światowa zmieniła mapę Europy, spowodowała przez decyzję wielkich tego świata rozliczne tragedie maluczkich. Tak było we Lwowie, Wilnie, Wrocławiu i Szczecinie. Historia locuta, causa finita – chciałoby się strawestować starożytne powiedzenie, ale żyje pamięć ludzka, tlą się jeszcze lęki i animozje, lecz dzisiaj czas na otwarcie, na budowę nowej zjednoczonej Europy, o jednych trudnych niewątpliwie dziejach, wymagających krytycznego osądu i szacunku dla dawnych dokonań. Z tego też względu trzeba pamiętać, że tegoroczne święto pięćdziesięciolecia polskiej szkoły łączy się ze studziewięćdziesięcioleciem urodzin Antona Moritza Groeplera, założyciela Blindenanstalt, 158 rocznicą powołania tu placówki oświatowej i osiemdziesięcioleciem budowy obecnej siedziby szkoły. Pragniemy zatem okazać w tym miejscu pamięć i szacunek dla przedwojennych dokonań szczecinian i wyrazić radość, że mimo zawieruchy wojennej stworzony przez nich kompleks nadal służy oświacie.
Opracowanie poniższe nie ma ambicji być pełną naukową monografią szkoły, bo i kwerenda nie była pełna, bo do wielu dokumentów nie udało się dotrzeć, mnóstwo zaginęło, również z powodu obciązeń zawodowych i ograniczeń czasowych piszących nie dało się przeprowadzić wywiadów ze świadkami historii szkoły. Tego zadania może podejmie się ktoś ze studiujących na Uniwersytecie Szczecińskim – zapewne powstałaby godna publikacji praca magisterska.
Niemniej jednak próbujemy, zapewne z nieuniknionymi pomyłkami, pominięciami i niedokładnościami, pokazać historię i współczesność SP 47. W tym miejscu serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do powstania niniejszego wydawnictwa, a przede wszystkim pp. Lucynie Derkaczewskiej, Marii Hajdul, Małgorzacie Grabsztunowicz, Krystynie Lewandowskiej-Neudig, Annie Olbromskiej, Krystynie Pędziszewskiej, Jadwidze Romaniec, Helenie Sobuś, Irenie Teszner, Irenie Walczak, Helenie Wronkowskiej i wielu innym osobom.
Dziękujemy też sponsorom i dobroczyńcom, do których odsyłamy na końcowych stronach reklamowych. Przepraszamy również za nieścisłości i pomyłki, wiele z nich uświadomiliśmy sobie już po oddaniu broszury do druku. Prosimy o wyrozumiałość i wybaczenie.
Sławomir Osiński i Barbara Czupryńska

 

NUTA HISTORII

Jak tu przymierzyć się do krótkiej historii szkoły, jak się ustrzec sztampowości i schematyzmu wielokrotnie oglądanego w rocznicowych broszurach, jak ująć najważniejsze wydarzenia, zauważyć wszystkich znaczących ludzi, a przy tym nie znużyć suchością wywodu, z natury swojej kronikarsko monotonnego? Jak poskładać w sensowną całość kilkaset zdjęć w większości nieopisanych i tak podobnych do siebie w szarości czasów, kiedy powstawały? Jak dodać do nich przekłamujące rzeczywistość nadmierną kolorowością fotografie współczesne? Czy skupić się na rzeczowej relacji, czy raczej wybrać smaczki i anegdoty dobitnie pokazujące rzeczywistość pięćdziesięcioletniego żywota szkoły? Te wszystkie pytania dręczyły mnie bardziej niż trudy podróży Koziołka Matołka do Pacanowa. Wiedziałem też, że po napisaniu tej książeczki nie będzie lepiej, bo na pewno się o kimś zapomni, pominie czyimś zdaniem ważny szczegół, popełni kilka błędów… Cóż, trudno, zawsze tak bywa, niemniej jednak pozostanie jakiś zapis historii, drobna cząstka miejsca, z którym przez kilka lat związane były losy tysięcy osób – uczniów, ich rodziców i pracowników szkoły.
Właśnie – miejsce – locum – die platze – szczecińskie, a więc przedzielone w najnowszej historii cezurą wojny, czasami wielkiej nienawiści, czasami zagłady, potem wyzwolone-zdobyte i obdarzone czasami niepewności, braku tożsamości mieszkańców, granicznej „przetargowości”, ale w końcu triumfujące powiewem „wiatru znad morza”. Miejsce w sercu Turzyna wybrane zostało w XIX wieku, żeby służyło edukacji.
Powstał tu w 1850 zalążek przyszłego Provinzionalblindenanstalt czyli ośrodka dla ociemniałych dzieci. Z inicjatywą powołania tej placówki wystąpił niewidomy nauczyciel Anton Moritz Groepler, urodzony w 1818, roku najstarszy syn właściciela wytwórni farb, który stracił wzrok mając 11 lat, a od od 1844 roku pracował jako nauczyciel w Instytucie Niewidomych w Halle.
Kiedy miano zamknąć tę instytucję, Groepler w czerwcu 1850 wszedł w posiadanie pewnych zasobów pieniężnych, które umożliwiły mu otwarcie podobnego instytutu w Szczecinie. Na mocy koncesji przyznanej mu przez Królewski Rząd oraz dzięki wsparciu lokalnych władz oraz datków od ludzi dobrej woli otworzył placówkę, początkowo dla chłopców, którą rychło przeniósł do podmiejskiej wtedy dzielnicy Neutorney, gdzie została zaakceptowana i uznana przez parlament w 1852 roku jako “Pomorska Blindenanstalt”. Nowy dom dla chłopców powstał w 1857, w 1861 zakończono budowę domu i szkoły dla dziewcząt wspartą darowizną pary królewskiej. Już po śmierci założyciela (1875) jego dzieło doczekało się dalszej rozbudowy, w 1879 powstała szkoła z salą gimnastyczną, a w 1888, 1902, 1907 budynki warsztatów i zabudowania gospodarcze. Ostatnim akcentem tego przedsięwzięcia był nowy neogotycki dom dla dziewcząt zbudowany w latach 1927-28, w którym to dziś mieści się Szkoła Podstawowa nr 47 w Szczecinie. (1) Po wojnie natomiast dobudowano niewielką salkę gimnastyczną, a przed szkołą i miastem w najbliższych latach stoi zadanie budowy pełnowymiarowej hali sportowej utrzymanej na zewnątrz w stylu obecnego gmachu.
Niewiele dokumentów zachowało się do dziś w archiwach, warto jednak zwrócić uwagę na kilka z nich oraz zdjęcia, na których widać całe piękno gmachu, okaleczonego przez działania militarne podczas II wojny światowej.

przedwojenna_fasada_budynku

Przedwojenna fasada budynku

Nie zachowano, niestety, wielu elementów zdobniczych oraz likwidacji uległa ostatnia, mieszcząca się pod pięknym spadzistym dachem, kondygnacja. Być może w przyszłości uda się ja jeszcze odbudować dzięki środkom unijnym. Na remont i uzupełnienia czekają też rzeźby, elewacja i stolarka okienna.

przedwojenna_fasada_budynku2(2) Tak wyglądał gmach tuż po wybudowaniu

Patrząc na plan najniższej kondygnacji, wreszcie można rozwiać legendę o ogromnym basenie zajmującym podziemia szkoły – owszem był, ale niewielki, przeznaczony dla celów terapeutycznych.

 plan(3) Jeden z nielicznych zachowanych planów

Historia Zakładu dla Ociemniałych zakończyła się w latach wojennych, budynki ponoć służyły celom militarnym, by w polskim już Szczecinie wrócić do funkcji oświatowych.

 

DZIEJE SZKOŁY

      Szkoła rozpoczęła działalność 1 września 1958 r. w odbudowanym ze zniszczeń wojennych budynku szkolnym (w czasach niemieckich była tutaj szkoła dla niewidomych) przy ul. Jagiellońskiej 59. Pierwszym kierownikiem szkoły była pani Wanda Jaroszewicz. Grono pedagogiczne liczyło wówczas 24 osoby. Szkołę na szczęście powołano po czasach stalinowskich, dlatego też od początku w ramach zajęć uzupełniających było wyjście na basen i dodatkowo płatne lekcje języka angielskiego. Ilość uczniów w klasach w pierwszych rocznikach wynosiła od 34 do 47, w  większości przekraczała 40. Duża też była rozpiętość wiekowa podopiecznych, zwłaszcza w ostatnich klasach. Przyjrzyjmy się, jak miało wyglądać pierwsze rozpoczęcie roku szkolnego: „Z uwagi na to, że szkoła nasza jest szkołą nową, należy dzieci przyprowadzić z innych szkół(…) ze szkoły nr 4, 27, 10, 8 (…) Po uroczystym rozpoczęciu roku szkolnego dzieci pod opieką nauczycieli – wychowawców mają zwiedzić wnętrze szkoły i zapoznać się ze swoimi salami lekcyjnymi.”(4) I tak to się zaczęło, od początku z dbałością o dyscyplinę, co też znajdowało swe miejsce w zapiasach z rad pedagogicznych: „Wprowadzić (należy), żeby dzieci idąc do tablicy kłaniały się nauczycielowi, wstając do odpowiedzi również. (…) Nauczyciele powinni zwracać uwagę na uczniów i poza szkołą. Jeżeli któryś z uczniów poza szkołą nie kłania się, należy takiego ucznia zawstydzać i odpowiednio reagować.(…) W czasie dużej przerwy dzieci mogą pod opieką nauczyciela wyjść na dziedziniec szkolny. Wracając do budynku szkolnego, należy dopilnować, ażeby dzieci wchodziły parami. Nie jest konieczne, aby dzieci ustawiały się klasami, byle w porządku parami weszły do szkoły.”(5) Te pierwsze lata, to z jednej strony obraz polskiej oświaty, a z drugiej szczecińskiego społeczeństwa, przybyłego z całej Polski, zdecydowanego na życie w tym dziwnym mieście. Od 1 września 1959 r. Wydział Oświaty polecił wprowadzić obowiązkowy strój szkolny i tarcze. Dziewczynki miały nosić ciemne fartuszki, zaś chłopcy ciemne bluzy lub mundurki. Od początku dbano też o rozwój kulturalny dzieci – 12 i 13.02.1960 r. – odbyło się pierwsze wyjście do Pleciugi na adaptację „W pustyni i w puszczy”.
Warto tu zauważyć, że mimo panującego dyktatu PZPR zapisy w dokumentach szkoły są stosunkowo mało zideologizowane, elementy polityczne i związane z kultem Związku Sowieckiego pojawiają się rzadko i niejako „dla świętego spokoju”. Szkoła przede wszystkim ma na celu wykształcenie przyzwoitego człowieka. Najlepiej świadczą o tym słowa ówczesnej uczennicy Heleny Wronkowskiej:
„Moje szkolne wspomnienia to teraz tylko pojedyncze obrazy miejsc, zdarzeń i osób. Nie mają one wiele wspólnego z chronologią, ale są niekiedy tak wyraźne, jakby dotyczyły wydarzeń sprzed kilku dni. Do Szkoły Podstawowej nr 47 – wtedy jeszcze nie mającej patrona – przywędrowałam w dosłownym tego słowa znaczeniu we wrześniu 1958 roku. Otóż, kiedy przyszłam na rozpoczęcie piątej klasy roku szkolnego 1958/59 do mojej ówczesnej, a już nie istniejącej szkoły nr 10 przy ul. Reymonta, zaczęto wyczytywać nazwiska. Wyczytano też moje, ustawiono nas w pary i poszliśmy – jak się okazało – do nowej szkoły. Pamiętam, że było to dla mnie nieoczekiwane wydarzenie, chyba nie byłam zachwycona, ale te trzy lata, które później w niej spędziłam wspominam bardzo dobrze. Wówczas nauka w szkole podstawowej trwała siedem lat. Do szkoły wchodziło się inaczej niż obecnie – bezpośrednio z ulicy, między budynkami, w których mieściły się internaty dla młodzieży greckiej, dalej na schody lub – był taki okres – przez szatnię, obok mieszkania pedla, czyli woźnego – pana Chudzika. Uczniów obowiązywały mundurki i tarcze.Każde z nas miało ją przyszytą lub przypiętą. Jednostki oporne, było ich trochę, twierdziły, że właśnie rozpięła się im agrafka, ale już jutro tarcza będzie na właściwym miejscu. Po szkole chodziło się w kapciach. Podłogi były drewniane, wysmarowane jakimś tłuszczem o specyficznym zapachu, który pewnie miał je konserwować a jednocześnie chłonąć kurz. Rzeczywiście chłonął zbijając się w czarne paprochy. Za to otoczenie szkoły było bardzo zielone, dzikie, pełne chaszczy, trudnych do sforsowania zarośli. Za nimi były tory, na których stały szczątki wagonów towarowych, ale także i te, którymi transportowano wyroby „Polmosu” i – znajdującej się wówczas przy ul. Jagiellońskiej – mleczarni. Do nowej szkoły trafiła bardzo różna młodzież, często zaniedbana, repetująca, zaczynająca podpalać, no i zaczynająca interesować się koleżankami i kolegami. Trudno było upilnować to towarzystwo w takich „okolicznościach przyrody”. Do tego w pobliżu były tak zwane górki, czyli teren, na którym powstały później osiedla Przyjaźni i Kaliny. Na rogu ulic Twardowskiego i Witkiewicza mijało się potężną górę lodu przykrytą trocinami. W ciepłe dni podjeżdżały tam ciężarówki i ładowały lód pocięty w duże bloki. Kto więc mijał to miejsce na swojej drodze do szkoły, albo wybierał „górki” zamiast lekcji, to natykał się na coś, czego teraz już się nie spotyka.

klasa_Vb

Klasa Vb, 17 czerwca 1959. Od lewej, rząd górny: Irena Kurowska, Ludmiła Urbańska, Helena Kopyłow, Urszula Bogusławska, Zofia Chłapowska, Urszula Rogozińska, Elżbieta Kurpisz, Halina Rogozińska; rząd środkowy: Eleonora Król, Barbara Siwa, p. Alina Stachelek, Andrzej Wójcik, p. Barbara Michalak, Irena Andrzejczak; rząd dolny: Krystyna Babiarz, Krystyna Napióra, Jadwiga Presz, Krystyna Łobażewicz, Ewa Kramarz, Irena Kosiewicz, Elżbieta Sokołów, Krystyna Grochowska, Wiesława Bawor.
A wracając do szkoły, myślę że nauczycielom mimo wszystko łatwiej było niż teraz radzić sobie z problemami. Łatwiej, dlatego że nauczyciel miał autorytet, którego nikt nie śmiał kwestionować. Kiedy w czasie przerwy spotykało się na korytarzu nauczyciela, to było rzeczą oczywistą, że należy się ukłonić. Dziewczynki niekiedy jeszcze przy tym dygały. Oczywiście, że zdarzały się sytuacje nerwowe, ale szkoła była jednak tym miejscem, do którego we wrześniu szło się z radością.
Z poprzedniej szkoły miałam trochę koleżanek – Ewę Kramarz, Bożenkę Giersz, Elę Sokołów, Terenię Malinowską, ale większość to nowe znajomości. Siedziałam w ławce z Irką Andrzejczak. Irka miała zeszyt z piosenkami, było tego mnóstwo. Właśnie na topie była Sława Przybylska z piosenką z „Pożegnań”: pamiętasz, była jesień…. Za nami siedziała Ula Bogusławska. Biedna Ula, kilka lat później zmarła tragicznie. Pamiętam, że wybrałam się z nią do nowego wówczas kina „Kosmos” na „Damę kameliową’ z Gretą Garbo. Obie wyglądałyśmy tak, że z dostaniem się do kina na film od lat 16. nie było problemów. Problemem było wówczas kupienie biletów. Wystawało się godzinami w kolejkach, z przodu padały co jakiś czas zapewnienia, że kasę już otwarto, że bilety jeszcze są. Wtedy zdobyłyśmy dwa ostatnie – w pierwszym rzędzie, miejsca 1 i 2. Bliskość ekranu oraz tragiczne losy bohaterki filmu sprawiły, że łkałyśmy niemal przez cały czas. Po wyjściu z kina Ula miała tak opuchnięte oczy, że widać było tylko czerwone szparki. Ja pewnie prezentowałam się nie lepiej. Pamiętam Zosię Michalak, Milę Urbańską, Krysię Babiarz – lubiącą grę w dwa ognie. Często się w to wtedy grywało. Krysia wychodziła odważnie do piłki, brała ją „na pierś” a ja teraz jeszcze słyszę to głuche uderzenie zanim odrzucona piłka mnie nie zbije. Pamiętam pięknie rysującą Irkę Kurowską, Zosię Chłapowską, Ulę i Halinę Rogozińskie, Basię Siwą i Anię Łucyszyn, która przyszła do nas pod koniec siódmej klasy. Spośród kolegów pamiętam Andrzeja Wójcika, u którego w domu poznałam grę w bierki. Mama Andrzeja pracowała w szkole. Wysoka, siwa Pani w popielatym kostiumie. Na mojej ulicy, na Waryńskiego, mieszkał Andrzej Mularczyk. Był wysoki, siedział w ostatniej ławce i miał…małpkę. Rejsy naszych statków do zachodniej Afryki sprawiły, że była na nie moda. Na szczęście przeminęła. Chodził do naszej klasy Miecio Gagatek, Staszek Burnos – podobno zginął w wypadku motocyklowym, chodził Eryk Śnieć, który odezwał się w „naszej-klasie” z Montrealu. Klasy były liczne, wielu osób nie pamiętam, fotografie przypominają twarze, ale imiona i nazwiska uleciały. Uświadamiam sobie, że z większością moich koleżanek i kolegów już się nie spotkałam, ale też z niektórymi koleżankami mam kontakt po dziś dzień, mimo że po wspólnym liceum (kończyłyśmy LO nr 6) studia wybrałyśmy różne.

zakonczenie_sp

Zakończenie szkoły podstawowej, 22 czerwca 1961. U góry, w środku stoi Edward Zawadzki- wychowawca klasy, po jego prawej-Stanisław Burnos, po lewej-Leszek Kalinowski. Druga od lewej stoi Zofia Michalak, przed nią, w białej sukience-Irena Andrzejczak, obok, z białą kartką-Urszula Bogusławska i dalej Teresa Malinowska. Czwarta od lewej stoi Helena Kopyłow. W dolnym rzędzie, od lewej Elżbieta Kurpisz, Ewa Kramarz, Wiesława Bawor, przedostatni-Mieczysław Gagatek, ostatni-Eryk Śnieć.
Mile wspominam szkolne wycieczki nad morze i nad jez. Miedwie. Gorzej – okresowy przegląd głów. Pani higienistka pojawiała się raz czy dwa razy w roku, aby sprawdzić czy nie mamy wszy! I trafiały się te wszy, a ich nieszczęsny posiadacz czuł się bardzo napiętnowany, tym bardziej, że poszukiwania odbywały się przy całej klasie. Takie to były wtedy problemy higieniczne.
Jeśli tak mile wspominam naszą Szkołę to, dlatego że czułam się w niej dobrze, lubiłam swoich nauczycieli. Nie wszystkich pamiętam z imienia i nazwiska. Wielu z pewnością już odeszło. Szkołą od początku kierowała Pani Wanda Jaroszewicz, a Jej zastępczynią była Pani Halina Dmitruk. Pamiętam, któregoś dnia odkryliśmy w zaroślach okalających szkołę nie dającego znaku życia mężczyznę. Pobiegliśmy do sekretariatu z krzykiem, że koło szkoły leży martwy człowiek. Przekonaliśmy obie Panie i razem popędziliśmy do nieboszczyka. Ten jednak miał chwilę czasu na to, by się z lekka unieść i całe towarzystwo potraktować odpowiednią, słowno-zapachową wiązanką. Nie przypominam sobie żadnego płotu wokół szkoły, a więc każdy mógł się tam wedrzeć.

nauczyciele

Nauczyciele SP nr 47 w Szczecinie, lata 1959-1961. Od lewej: Wanda Krolopp, NN, p. Grochowski, Wanda Jaroszewicz – kierowniczka Szkoły, Czesław Janus, Halina Dmitruk – z-ca kierowniczki, Krystyna Pędziszewska, Adelajda Gredel, Natalia Stec (Szramowiat), Regina Turkiewicz , Alina Stachelek, Barbara Michalak

Naszym wychowawcą (nie pamiętam, czy od początku) był Pan Edward Zawadzki, nauczyciel wychowania fizycznego. Pan Czesław Janus uczył mnie początkowo historii, od muzyki – i naszych wyjazdów na wycieczki – był Pan Grochowski, geografii uczyła Pani Krystyna Pędziszewska, fizyki – Pani Natalia Stec, a biologii – Pani Adelajda Gredel. Pamiętam jak dziś lekcję biologii, pierwszą po feriach zimowych. Na dworze szaroburo a my, w ciepłej klasie, w spokoju poznajemy tajniki budowy rybiego serca. Pamiętam też szczere zdziwienie, ale chyba nie zgorszenie Pani Stec, kiedy to na propozycję wzięcia udziału w konkursie fizycznym odpowiedziałam, że nie mogę, przecież tego dnia będzie w Szczecinie zakończenie etapu Wyścigu Pokoju, przyjedzie Królak, może nawet wygra. Wtedy nie było jeszcze tej presji, takich zmagań, konkursów, olimpiad, punktacji.

Szczególnie dobrze pamiętam i ciepło wspominam lekcje z moimi nauczycielkami, Paniami Barbarą Michalak, Stachelek i Wandą Krollop. Pani Michalak uczyła nas języka polskiego. Była poważna, spokojna, jakby z dystansem, ale przy tym serdeczna. Elegancka i zadbana, mimo że skromnie się wówczas noszono. Pamiętam Jej lekcje poświęcone „Panu Tadeuszowi”, lekcje gramatyki i cierpliwe tłumaczenie jej zawiłości. Pani Michalak prowadziła kółko teatralne i z mozołem przygotowywała nas do występów uświetniających szkolne uroczystości. Wesoła i energiczna Pani Stachelek uczyła nas matematyki. Do dziś pamiętam te zadania o pociągach wyjeżdżających z różną prędkością ze stacji A i B, albo zadania o basenie napełnianym rurami o przekroju…Jakoś wtedy nie miałam kłopotów z matematyką, później bywało gorzej. Zajęcia plastyczne prowadziła młodziutka Wanda Krollop. Kiedyś, na kółku plastycznym ulepiłam z gliny głowę jakby z Wyspy Wielkanocnej. Nic dziwnego, zaczytywałam się pismem „Dookoła Świata”, więc byłam ze swego dzieła dumna. Zapamiętałam naszą lekcję rysunków w pobliskim parku. Pogodny, jesienny dzień a my z kredkami, blokami rysujemy kolorowe drzewa.
Szkołę kończyłam w 1961 roku. W kwietniu był lot Gagarina i pamiętam, że rozmawiało się o tym nie tyle na lekcjach, co na boisku. Dla Szkoły był to rok ważny, rok w którym przyjęła imię Kornela Makuszyńskiego. Zakończenie roku, a dla mojej klasy także zakończenie szkoły podstawowej odbyło się 22 czerwca. Dla mnie, wkrótce egzaminy do liceum i zupełnie nowy etap życia.
Po nadchodzących uroczystościach 50-lecia naszej Szkoły obiecuję sobie spotkania dawno nie widzianych osób – koleżanek, kolegów, a przede wszystkim – jeszcze wielu naszych Profesorów. A obecnemu Gronu Pedagogicznemu Szkoły życzę wielu radości z pracy i takiej serdecznej pamięci uczniów, jaką cieszyli się ich poprzednicy.”(6)
Zaledwie po roku funkcjonowania władze oświatowe przeprowadziły pierwszą wizytację sprawdzającą, jak radzi sobie nowa placówka na obrzeżach ówczesnego miasta położona. Warto odnotować sobie zapis z rady pedagogicznej po tej kontroli:
„Wizytacja Szkoły Podstawowej Nr 47 w Szczecinie trwała od dwudziestego pierwszego maja do trzeciego czerwca 1959 r. Zwizytowano dwadzieścia dwie jednostki lekcyjne, skontrolowano pracę w świetlicy i kółkach zainteresowań. Według opinii p. Inspektor grono nauczycielskie przy tutejszej szkole wyraża poważny stosunek do pracy. Szkoła cieszy się dobrą opinią nie tylko wśród dzieci, ale również w środowisku. Dzieci dobrze się czują, ponieważ nauczyciele traktują wszystkich jednakowo; taka jest opinia wśród dzieci i rodziców.”(7) Na uwagę zasługuje to ostatnie zdanie i dzisiaj bowiem mówimy o dysproporcjach majątkowych i innych – wtedy dochodziły kwestie pochodzenia, życiorysy rodziców – dobrze to świadczy o podejściu ówczesnego grona pedagogicznego, choć dyskusje na radach bywały ostre i nieskażone dzisiejszą tzw. poprawnością polityczną.
31 maja 1960 r. odbyła się uroczystość nadania szkole imienia i odsłonięcia pamiątkowej tablicy. Poprzedzone to zostało ankietą wśród uczniów: „Na konferencji postanowiono, aby w każdej klasie przeprowadzono ankietę, w której każde dziecko może zapisać, jakiego by chciało patrona dla mojej szkoły.” (8) i co dziś może dziwić  „W wyniku przeprowadzonej ankiety najwięcej głosów padło na Kornela Makuszyńskiego. (…)W głosowaniu jednogłośnie uchwalono, aby wystąpić przez Inspektorat Oświaty w Szczecinie do Ministerstwa Oświaty z propozycją nazwy Szkoły Nr 47 – Szkoła Podstawowa Nr 47 imieniem Kornela Makuszyńskiego.”(9) Do uroczystości przygotowywano się starannie, ważne były nie tylko sprawy programowe, ale i wymagany strój: „W uroczystym dniu dziewczynki powinny być ubrane w białe bluzki z granatowymi wiązaniami, w granatowe spódniczki, granatowe wstążki i białe skarpetki. Chłopcy w granatowe ubranka, w białe koszulki z granatowymi wiązaniami. Grono nauczycielskie ciemno ubrane.”(10)

Pani Helena Wronkowska wspomina: „Na uroczystość przyjechała z Zakopanego wdowa po pisarzu, Pani Janina z Gluzińskich Makuszyńska. Dla uczniów, a szczególnie tych śpiewających w chórze, do których i ja się – o dziwo – zaliczałam, uroczystość była męcząca. Przemówienia, słoneczny dzień, tymczasem, zgodnie ze scenariuszem, chórzyści tkwili w pozycji kucznej i dopiero w wyznaczonym momencie mieli powstać i zaśpiewać. Co zaśpiewaliśmy, już nie pamiętam. Wiem, że cała Szkoła długo przygotowywała się do tych uroczystości, że wypadły dobrze, a przede wszystkim – że Szkoła zyskała godnego patrona.”(11)
W latach 1961 do 1966 do szkoły uczęszczało ponad 1000 uczniów i nauka odbywała się na trzy zmiany. Zwiększyła się też rola rodziców, co widać po zapisach z rady 25 listopada 1961, na której omawiano sprawy po wywiadówce, podjęto wtedy następujące wnioski:
„1. Każde dziecko musi mieć tarczę na fartuchu i na płaszczu. 2. Nie wolno uczennicom nosić kolorowych pończoch, stylonów, pierścionków. 3. Dzieci będą miały dyżury w szatni oraz należy zrobić barierkę. 4. Zmienić szatniarkę. 5. Zwrócić większą uwagę na czystość, jest wystarczająca ilość koszy, musi być czysto. 6. Dorobić klucze do klas, ażeby dzieci bez potrzeby nie przebywały w klasach. 7. Wystąpić z wnioskiem do Inspektoratu Oświaty, aby sprawdzano kawiarnie w czasie nauki t.j. rano, ponieważ dzieci przebywają w kawiarniach piją wino i kawę. 8. T. i R. podać na kolegium, gdyż wałęsają się po ulicy, a R. przyszedł do szkoły tylko pochwalić się papierosami. W ciągu roku tylko parę dni był w szkole. 9. Umożliwić korzystanie z korepetycji (prowadził je wtedy ZNP – przyp. SO) dla dzieci najbardziej potrzebujących pomocy, również w świetlicy pomagać dzieciom w nauce. 10. Zwrócić się do Jednostki Wojskowej z prośbą o dostarczenie desek i materiałów potrzebnych do prac ręcznych.”(12)
Od września 1964 roku kierownikiem szkoły została pani Stanisława Grzywacz, która pełniła tę funkcję do 1972 roku. Była bardzo wymagającym przełożonym, cieszącym się dużym zaufaniem nauczycieli i uczniów, wśród których byli, często sprawiający trudności wychowawcze mieszkańcy sąsiedniego domu dziecka. Trudno sobie to wyobrazić, ale w roku szkolnym 1962/63 było1227 uczniów przy liczebności klas 36 – 54 uczniów. Zgodnie z założeniami nowej polityki oświatowej  od 1966 r. szkoły podstawowe stały się  ośmioklasowe.

lata_szescdziesiate

  Lata sześćdziesiąte, p. Maria Hajdul z wychowankami

Bez echa i komentarza w dokumentach szkoły minął marzec 1968 roku, zaś 15 grudnia 1970 jedynie wzmożono dyżury i przypomniano przepisy przeciwpożarowe.
Od roku szkolnego 1972/73 – dyrektorem szkoły wyznaczono pana Jana Winiarskiego, a po nim funkcję tę przejęła pani Teresa Bochnia, pionier szczecińskiej oświaty, działaczka związkowa, ale także dobry pedagog i człowiek.
Warto tu wspomnieć, że aż po lata osiemdziesiąte szkoła słynęła z harcerstwa. Drużynę prowadziły między innymi pp. Maria Hajdul, Anna Szewczyk i Jadwiga Romaniec. Dzieci przede wszystkim uczyły się samodzielności, koleżeństwa i szacunku dla wartości narodowych. Ważnym elementem działalności harcerskiej była ogromna liczba wyjazdów i obozów – często jedynej wówczas formy wypoczynku dla dzieci z mniej zamożnych rodzin. Oczywiście danina składana reżimowi w postaci udziału w pochodach pierwszomajowych i obchodach rocznicy rewolucji październikowej istniała, ale ideologizacja nie stanowiła głównego nurtu działań wychowawczych, za co chwała opiekunom harcerstwa.
Do legendy przeszła także działalność Szkolnej Kasy Oszczędności wielokrotnie wyróżnianej i nagradzanej i, co najważniejsze mimo braku realiów ekonomicznych, realnie uczącej dzieci mądrej gospodarki zasobami pieniężnymi. Koniecznie trzeba tu powiedzieć, że działo się to za sprawą opiekunki p. Heleny Sobuś.

Czas przełomu spowodował, że idea oszczędzania została zabita przez inflację, a na harcerstwo spadło odium minionego ustroju, jednak jedna z pozalekcyjnych specjalności szkoły przetrwała i dziś święci triumfy – mianowicie Szkolne Koło Turystyczno-krajoznawcze. Początkowo prowadziła je p. Krystyna Pędziszewska, potem p. Barbara Czupryńska, a dzisiaj młodymi turystami zajmuje się p. Iwona Fritsch.
Lata siedemdziesiąte to czas propagandy sukcesu i próba wprowadzenia na modłę sowiecką tak zwanej dziesięciolatki. W 1980 roku funkcję dyrektora szkoły obejmuje pan Ryszard Pliński i będzie ją pełnił przez pięć lat. Szkoła liczy wtedy 680 uczniów w klasach zaś jest ich od 24 do 38. Trudne lata osiemdziesiąte wymagają nie tylko pracy dydaktycznej, ale i radzenia sobie z wszechogarniającym kryzysem. Widoczne to jest w zapisach z przebiegu rad pedagogicznych, jak choćby w tym z 22.11.1981: „Dyrektor szkoły wyjaśnił, że od m-ca listopada został zmniejszony przydział mięsa na obiady w stołówce szkolnej. W związku z tym obiady będą w większości jarskie. Kierownik świetlicy (…) wyjaśniła, ile mięsa powinno się oddawać z kartek wg zarządzenia Kuratorium Wychowania i Oświaty.”(13)

80lecie_p_stanislawy

80 lecie p. Stanisławy Grzywacz: od lewej pp. Bonifacy Wiącek , Iwona Budzyń, KrystynaTelatyńska, Lucyna Obłoza, Józefa Behrendt, Wanda Woźniak, Krystyna Michniewicz, Weronika Wosińska ,Maria Hajdul, Jadwiga Romaniec, Marian Leśnicki, Stanisława Grzywacz, Teresa Bochnia, Krystyna Pędziszewska, Helena Sobuś
W 1982 znów zmieniają się oświatowe przepisy i pojawiają się chociażby nowe oceny z zachowania: wzorowe, wyróżniające, poprawne, nieodpowiednie i naganne. Szkołą liczy w tymże roku 741 uczniów. W 1985 roku na dwa lata dyrektorką zostaje pani Maria Hupałowska, a po niej do 2000 roku zarządza pani Mieczysława Baj.

dyr_i_wicedyr Wicedyrektor p. Irena Walczak i dyrektor Mieczysława Baj

Rok 1989 wyzwala, mimo wciąż tragicznych uposażeń, inicjatywę wśród nauczycieli, zaczynają bardziej utożsamiać się ze swym miejscem pracy i podejmują wiele interesujących przedsięwzięć. Powstaje zatwierdzony przez MEN program autorski dla klas IV-VIII, a w 1989 nawiązano kontakt z powstałym rok wcześniej kręgiem szkół, którym patronuje Kornel Makuszyński. Uczniowie wraz z opiekunką samorządu i polonistką wielce zasłużoną w kreowaniu nowego wizerunku szkoły, panią Dorotą Górecką odbywają wizytę w szkole w Piekielniku, dołączając do grona tzw.”Kornelowców”. Inicjatorem założenia Kręgu była p. Krystyna Tomczak, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 we Wronkach, obecnie pedagog tejże szkoły. W 1988 r., czyli w chwili podpisania Aktu Zawiązania Kręgu Przyjaźni współ-pracowało z sobą 14 placówek, dzisiaj jest ich ponad pięćdziesiąt.
Do szkoły wraca też religia. Na początku obejmują nas swoją opieką duszpasterską Salezjanie, a niezwykle sympatycznie zapisuje się w pamięci grona i uczniów ksiądz Waldemar Pierożek, dziś dyrektor Salezjańskiego LO w Pile. Po roku nasza szkoła zostaje przypisana Jezuitom, a sprawą wyróżniającą szkolę są nowatorskie warsztatowe rekolekcje. Program rekolekcji warsztatowych zaprasza do współpracy wszystkich ludzi bez względu na ich świadomość religijną. Ma na uwadze przede wszystkim dobro młodego człowieka. Pragniemy ukazać naszym uczniom świat żyjący w szacunku i tolerancji, przez chcemy wychowywać dzieci i młodzież do dojrzałego życia w społeczeństwie, na miarę człowieka XXI wieku, jak również do dojrzałego spotkania z Chrystusem w Kościele Powszechnym.

ksiadz_proboszczNasz ksiądz proboszcz ojciec Leszek Pestka SJ

W latach 1988-1989 młodzież przygotowuje z okazji 11 listopada wieczornice, na których we wzruszający sposób przekazywane są niedopuszczane dotąd treści dotyczące najnowszej historii Polski. Odtąd, w dużej mierze jest to zasługa wieloletniej kierownik administracyjnej pani Ireny Teszner, szkoła szczególną czcią otaczać będzie bohaterów Katynia corocznie uczestnicząc w upamiętniających ich uroczystościach.

delegacja_uczniów

 Delegacja naszych uczniów przy pomniku katyńskim w 2008 roku.

Zawsze znakiem wyróżniającym SP 47 był sport. W dawniejszych latach szkoła słynęła z lekkiej atletyki i pływania. Szczególnie zaś zasłużyły się dwa Uczniowskie Kluby Sportowe „Błyskawica” i „Bushido Morus”. Pierwszy z nich założył w 1992 Edward Wojnecki, były siatkarz, bokser, lekkoatleta – z nim jako trenerem drużyny siatkówki dziewcząt i chłopców odnosiły ogólnopolskie i międzynarodowe (Hiszpania, Portugalia, Holandia, Włochy) sukcesy, a wielu zawodników do chwili obecnej czynnie uprawia ten sport w profesjonalnych klubach W 1999 Edward Wojnecki przeniósł się wraz z klubem do Gimnazjum nr 22. Do dziś tam i w innych (m.in. Salosie) klubach wyszkolił wielu bardzo utalentowanych zawodników.

drużyna_sp47 Drużyna SP 47 i Salosu w towarzystwie włoskich kolegów

Uczniowski Klub Sportowy SP47 JUDO “BUSHIDO-MORUS” – założony 22.06.1996 r. Od 17.05.1997 jest członkiem Polskiego Związku Judo. Tradycje szczecińskiego judo sięgają roku 1966, kiedy to Pan Edward Morus utworzył w mieście pierwszą sekcję judo. Tak zaczęła się historia tego pięknego sportu w Szczecinie. Judo kształtuje charakter, uczy ciężkiej pracy i mobilizacji sił w dążeniu do celu. W ciągu ponad 40 lat obecności judo w Szczecinie sport ten uprawiała ogromna liczba szczecinian. Swoją życiową pasję Pan Edward przelał na swoich synów Lecha Morusa i Leszka Lisowskiego, którzy w 1996 roku utworzyli UKS – 47 Judo Bushido – Morus.
Treningi rozpoczęto we wrześniu 1996 roku z grupą naborową dzieci w wieku 9 – 11 lat. (30 – 40 uczestników). Klub nawiązuje zarówno do ideałów twórcy judo Profesora dr Jigoro Kano jak i do chlubnego okresu potęgi szczecińskiego judo z lat 1970 – 1992. Tradycją wpisaną na stałe w kalendarz sportowych wydarzeń Miasta Szczecina jest listopadowy Turniej Judo z okazji Święta Niepodległości organizowany przez nasz klub już 11 razy.

Duża atrakcyjność zajęć judo spowodowała szybki rozrost sekcji. Rzetelna praca z dziećmi i młodzieżą dawała wyniki wpierw w skali miejskiej w rywalizacji z KS Arkonia Szczecin, następnie wojewódzkiej (głównie sportowe współzawodnictwo z prężnymi klubami z Koszalina), krajowej i międzynarodowej (konkurencja z zaprzyjaźnionymi klubami w Berlinie, Rostocku, Neubrandenburgu, Wolgaście i Pasewalku).

trofea_szkolne Niektóre trofea szkolne: turystyka, siatkówka, judo

Od roku 1999 budowano kolejne grupy wiekowe od dzieci i młodzików do juniorów młodszych. Lata 2000 – 2007 to rozbudowa kolejnych grup wiekowych – juniorów starszych i młodzieży. Począwszy od roku 2000 łączna liczebność wszystkich zawodniczek i zawodników trenujących w jednym okresie we wszystkich grupach wiekowych wahała się pomiędzy 100 a 140. W ciągu 12 lat istnienia w naszym klubie uprawiało judo blisko 2000 dzieci i młodzieży.

wystepy_judokow Występy judoków podczas chrztu M/T Bow Saga

Pierwszym sukcesem klubu w zawodach rangi krajowej było zdobycie w 1999 roku przez Annę Nowaczyk złoty medalu Mistrzostw Polski Młodziczek. W kolejnych latach zawodnicy z naszego klubu wielokrotnie stawali na podium ogólnokrajowych turniejów centralnych Polskiego Związku Judo i Związków regionalnych rozgrywanych w głównych miastach Polski. Do turniejów tych należy zaliczyć Mistrzostwa Polski Młodzików, Mistrzostwa Polski Juniorów młodszych, Mistrzostwa Polski Młodzieży a także imprezy pucharowe – Puchar Polski Juniorek młodszych, Puchar Polski Juniorów, Puchar Polski Seniorów. W turniejach tych nasi zawodnicy zdobyli do tej pory 28 medali (w tym 4 złote, 7 srebrnych i 17 brązowych). Największym osiągnięciem klubu jest wychowanie wielokrotnego medalisty Mistrzostw i Pucharów Polski, posiadającego Klasę Mistrzowską zawodnika rangi międzynarodowej, Reprezentanta Polski na Mistrzostwach Europy Młodzieży w Salzburgu w 2007 r., Turniejach Pucharu Świata w Pradze i Hamburgu rezerwowego członka Kadry Olimpijskiej Pekin 2008 – Tomasza Lisowskiego. Niestety z powodu braku warunków do kontynuowania profesjonalnego treningu nasz wychowanek w październiku 2006 zmuszony był zgłosić akces do najlepszego w Polsce klubu „Czarni Bytom”.
Możemy się również poszczycić aktualną (29-30.3.2008 r.) triumfatorką zawodów z cyklu Pucharu Polski Juniorek.
Nasz UKS jest klasyfikowany we Współzawodnictwie Sportowym Dzieci i Młodzieży Polskiej Federacji Sportu. W roku 2007 zajęliśmy 24 lokatę pośród wszystkich 129 zdobywających punkty klubów (na 229 istniejących ). Warto zauważyć, iż w klasyfikacji tej zajęliśmy 2-gie miejsce w Polsce pośród wszystkich 59 punktujących UKS ów. W latach 2001 – 2006 zajmowaliśmy miejsca od 17. do 34. wśród wszystkich klubów w Polsce oraz od 3. do 7. wśród UKS-ów. Od paru lat jesteśmy najlepszym jednosekcyjnym Uczniowskim Klubem Sportowym na terenie Gminy Miasto Szczecin.
W dobie reformy oświatowej w roku szkolnym 1998/99 szkoła przekształciła się w szkołę sześcioklasową. Część grona nauczycielskiego przeszło do nowego Gimnazjum nr 21.
Od tego momentu atutem i najwyższą wartością szkoły są wyłaniani drogą konkursu (często spośród kilkunastu kandydatów) nauczyciele niemający problemów z dyscypliną na lekcji, piszący i realizujący programy i innowacje pedagogiczne. Nie są też negatywnie nastawieni do innych, korzystają z rad starszych kolegów, a wobec siebie są życzliwi i pomocni. Angażują się w życie szkoły i prowadzą zajęcia pozalekcyjne, służąc uczniom swym talentem i rzetelną robotą oraz pracą zespołową. Od 2000 r. jesteśmy organizatorami konferencji (m. in. humanistycznych, mediacyjnych, pedagogicznych) oraz warsztatów metodycznych dla nauczycieli j. polskiego, wicedyrektorów i nauczycieli polonijnych. Szkolimy nauczycieli zaprzyjaźnionych szkół. Dziś nasza szkoła może poszczycić się jedną z najlepiej przygotowanych do pracy kadrą nauczycielską w Szczecinie.
Dzięki inicjatywie całego grona postanowiono także zmienić wizerunek placówki, przystępując do programu Szkół Uczących Się i Oceniania Kształtującego. Wyraźnie naznaczono też cel szkoły, którym jest wykształcenie absolwenta potrafiącego podjąć bez problemów naukę w gimnazjum. Orientującego się w podstawowych aspektach codziennego życia, świadomego najważniejszych norm etycznych, otwartego na świat i życzliwie nastawionego na innych. Takiego, który w stopniu umożliwiającym porozumiewanie opanował obcy język i rozumie zasady korzystania z wszystkich mediów. Istotna dla społeczności szkolnej jest współpraca z rodzicami i lokalnym środowiskiem, a także promowanie szkoły na zewnątrz.

Realizujemy również program rozwijający uzdolnienia matematyczne: w ostatnich latach gwarantuje to osiągnięcia w dziedzinie matematyki: m. in. uczniowie nasi byli laureatami i finalistami wszystkich ogólnopolskich konkursów matematycznych, a wielu z nich trafiło do najlepszych gimnazjów a potem liceów w Szczecinie.
Od 2007 funkcjonuje klasa dwujęzyczna z j. niemieckim, a od 2008 z j. angielskim. Klasy te objęte są patronatem Wyższej Szkoły Języków Obcych w Szczecinie. Wychowujemy przez sztukę – plastyka i muzyka realizowane są w całym cyklu kształcenia. Wdrażamy Ocenianie Kształtujące, a ocena pełni u nas przede wszystkim funkcję informacyjną. W klasach IV – VI obowiązuje motywujący pozytywnie punktowy system oceniania, dzięki niemu uczeń oceniany jest na bieżąco i premiowany za systematyczność i pracowitość, uwzględnia przy tym zdarzenia losowe, które uniemożliwiły opanowanie materiału w wyznaczonym terminie, uczeń dostaje punkty za wkład pracy oraz stosownie do swoich możliwości, co zmniejsza stres związany z ocenianiem, system jest stale doskonalony. Na końcu każdego semestru punkty są przeliczane na oceny szkolne zgodnie z przyjętymi przelicznikami.
Siłą szkoły jest także współpraca z rodzicami – było tak od dawna – od czasów Komitetu Rodzicielskiego, przez Radę Szkoły, aż po dziś – czas Rady Rodziców. Właśnie wspólne działanie sprawdza się na co dzień – to nie tylko pomoc materialna, ale istotne włączenie się w życie szkoły – rodzice są między innymi współtwórcami Kodeksu Etycznego Nauczycieli. Dzięki ich wkładowi pracy i finansów odremontowano i wyposażono wiele klas, a uczniowie otrzymują na koniec roku wspaniałe nagrody. Warto tu wspomnieć osoby bardzo zaangażowane w życie szkoły, jak między innymi Edmund Trokowski, Tadeusz Zając, Teodor Kitczak, Aleksander Łukasiewicz, Barbara Łosiewicz, Marzena Sadowska, Beata Karakiewicz.
Każda ze szkół jest wyjątkowa przez swoją misję, ofertę edukacyjną, wyznawany system wartości. Nasza także, a na jej wyjątkową kulturę, na sposób nauczania, a właściwie uczenia się, na program wychowawczy mają wpływ przede wszystkim nauczyciele. To od nich zależy jakość funkcjonowania szkoły. Jednakże nad jej kondycją muszą pracować wspólnie rodzice i wszelakie instytucje społeczne, bowiem edukacja – to obecnie najbardziej „produkcyjna” dziedzina gospodarki. Tę prawdę poznały już najbogatsze i najlepiej rozwinięte państwa świata. W Polsce jeszcze tej świadomości nie ma. Ale „wychowują jedynie ci, którzy mają nadzieję” powiada ks. Józef Tischner. Dlatego też w roku jubileuszu naszej szkoły bądźmy tą nadzieją silni i jak najszybciej przekujmy ją w czyn, patrząc na jeszcze lepszą następną „pięćdziesiątkę”.

Sławomir Osiński (dyrektor od 2000r.)

Przypisy:
(1) za: www.klangkontext.de/works/stettin/manuskri.html
(2) Za: www.sedina.pl
(3) Z materiałów Archiwum Szczecina
(4) Protokoły Rady Pedagogicznej SP 47 1.IX.1958 – 15.VI.1960.
(5) Protokoły Rady Pedagogicznej SP 47 1.IX.1958 – 15.VI.1960.
(6) Szczecin, 27 lipca 2008; Helena Wronkowska ( Kopyłow) – wspomnienie na potrzeby monografii
(7) Protokoły Rady Pedagogicznej SP 47 1.IX.1958 – 15.VI.1960.
(8) Protokoły Rady Pedagogicznej SP 47 1.IX.1958 – 15.VI.1960.
(9) Księga protokółów Rady Pedagogicznej rok szkolny 1960 – 61.
(10) Księga protokółów Rady Pedagogicznej rok szkolny 1960 – 61.
(11) Szczecin, 27 lipca 2008; Helena Wronkowska ( Kopyłow) – wspomnienie na potrzeby monografii
(12) Księga protokółów Rady Pedagogicznej rok szkolny 1960 – 61.
(13) Księga protokółów Rady Pedagogicznej rok szkolny 1980 – 82.

Kalendarium

Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
28

Kategoria: GeneralWAKACJE

29

Kategoria: GeneralWAKACJE

30

Kategoria: GeneralWAKACJE

31

Kategoria: GeneralWAKACJE

1

Kategoria: GeneralWAKACJE

2 3
4

Kategoria: GeneralUroczyste rozpoczęcie roku szkolnego 2017/2018

5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1